Jeśli miałabym wskazać autora o najbardziej zaskakującej i nieszablonowej wyobraźni, byłby nim na pewno Neil Gaiman. Rzeczy ulotne to drugi w kolejności zbiór opowiadań tego angielskiego pisarza. Znajduje się w nim ponad trzydzieści historii, i jak sam tytuł wskazuje skupiają się one na zjawiskach ulotnych i zmyślonych, a więc znajdziemy tu opowieści o duchach, kosmitach, fantastycznych stworzeniach jak również reinterpretacje jednego z opowiadań Arthura Conana Doyle'a. Cały tom utrzymany jest w klimacie grozy i tajemnicy (co nie powinno nikogo dziwić zważywszy na autora).
Osobiście jestem osobą którą ciężko jest wystraszyć słowem pisanym i myślę, że wielu ludzi ma podobnie. Sądzę jednak, że nawet ta grupa osób, dla której King to lektura do poduszki, czytając Rzeczy ulotne poczuje dreszczyk emocji. Oczywiście nie są to opowiadania po przeczytaniu których boimy się zgasić światło, raczej ogarnia nas swego rodzaju niepewność czy na pewno wszystko jest takie jak nam się wydaje. Za to właśnie uwielbiam Gaimana. Za ten nieprzyjemny dreszcz na plecach podczas czytania i wrażenie niepokoju utrzymujące się jeszcze długo po zamknięciu książki.
Myślę że gdybym miała się skupić na każdym opowiadaniu z tego tomu osobno, pisanie tego posta zajęłoby cały rok, a pewnie i tak nie udałoby mi się oddać całej ich... hmmm... niesamowitości? tak to odpowiednie słowo. Jasne jest, że w zbiorze znajdują się opowiadania "kosmiczne" jak również te trochę mniej zajmujące. Nie można oczekiwać, że wszystko co napisze dany autor nam się spodoba. Jednak sądzę, że Rzeczy ulotne zasługują na chwilę uwagi. Całościowo prezentują się bowiem bardzo dobrze. Począwszy od przepięknej okładki, poprzez genialny styl autora, a na intrygującym spojrzeniu na świat skończywszy.
Jeśli szukasz książki na długi zimowy wieczór Rzeczy ulotne to trafny wybór. Gwarantuję, że przy tej pozycji czas minie z ponaddźwiękową szybkością.
Ruda

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz