Są takie gatunki książek których po prostu nie czytam. Na pewno każdy ma coś takiego, przykładowo nie czyta fantastyki bo jest "dziecinna" i nierealna, albo romansów bo "to dobre dla bab". Ja mam coś takiego z książkami historycznymi. Po prostu nie mogę się do nich przekonać, ale z racji tego, że wychodzę z założenia iż w życiu należy spróbować wszystkiego, podjęłam próbę przeczytania książki historycznej. W zasadzie to nie do końca historycznej ale o tym za chwile.
Bernard Cornwell jest jednym z najbardziej znanych autorów powieści historycznych. Jednakże jeśli chodzi o Zimowego Monarchę mogłabym się kłócić co do klasyfikacji gatunkowej. Oczywiście w powieści znajdują się fakty z historii Brytanii i pojawiają się miejsca które rzeczywiście istniały, ale całość mocno bazuje na legendzie o Królu Arturze. Bazuje... W zasadzie ta książka jest nowym spojrzeniem na tę legendę.
Skoro już o tym mowa czas trochę opowiedzieć o fabule. Cała powieść jest przedstawiona z perspektywy mnicha Brata Derfla, który na prośbę księżniczki spisuje historie Artura. Tak się składa, że Derfel w młodości walczył u boku Artura, co więcej był jego przyjacielem. Mnich wspomina na kartach powieści swoją młodość i w miarę jak poznajemy jego życie, zagłębiamy się również w historię samego Artura. Niestety to tyle na temat fabuły gdyż obawiam się że cokolwiek więcej napiszę to będzie spoiler, a tego nikt nie lubi.
Jeśli chodzi o moje wrażenia po przeczytaniu to tak jak już wspominałam nie jestem fanką książek historycznych, więc nie ukrywam, że przeczytanie Zimowego Monarchy było dla mnie nielada wyzwaniem i zajęło mi trochę więcej czasu niż się spodziewałam. Jednakże w ogólnym rozrachunku książka nie była zła. Nie jest to coś (w moim odczuciu) wybitnego, ale przyznaję, że było to całkiem przyjemne doświadczenie. Styl Cornwella jest na tyle przystępny, że nie ma się poczucia, że czyta się podręcznik do historii. Z drugiej strony opisy walk i poszczególnych potyczek, są momentami mało dynamiczne i wręcz nudne. Podobnie pewne fragmenty opisowe, ciągną się w nieskończoność i ciężko jest się przez nie przedrzeć. Szczerze powiedziawszy kiedy polecano mi tą książkę spodziewałam się czegoś bardziej wciągającego i porywającego, ale nie jest to kompletne rozczarowanie.
Podsumowując nie jest źle, mogło być lepiej. Czy sięgnę po kolejne tomy Trylogii Arturiańskiej? Nie wiem, możliwe, ale na pewno nie stanie się to w najbliższym czasie.
Ruda

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz